niedziela, 2 grudnia 2012

recenzja archiwalna: "Woda w płucach" - Teatr Fieter

recenzja archiwalna: "Woda w płucach." Teatr Fieter

Tryptyk. Trzy opowieści, które łączy postać bohatera i... tytułowa woda w płucach. Spektakl rozpoczyna uwolnienie się kukiełki teatralnej z pajęczyny... I ten moment sztuki był najsłabszy pod względem realizacyjnym, bo chyba przeznaczony tylko dla pierwszego rzędu.

Potem poznajemy człowieka, który stoi za nią. Jest lalkarzem w pracowni miejscowego teatru lalek. Dba o nie, naprawia, zszywa, klei, maluje... Z dalszych jego zwierzeń dowiadujemy się, że też kiedyś była marionetką, ale w desperacji popełnił samobójstwo i oto stał się człowiekiem... I tu człowiek okazuje się "bytem mocno przereklamowanym" - cytując tekst sztuki. Trzeba myśleć - a to nie zawsze jest łatwe, lekkie i przyjemne. Bohatera poznajemy od jego wrażliwej strony - przejmuje się losem lalek, źle traktowanych przez animatorów. Nasuwa się pytanie: "czy my także nie jesteśmy tylko zwykłymi kukiełkami" oraz motyw pojawiający się już u Epikleta, iż życie jest teatrem, znowu puka do naszych świadomości. Więc: czy to lalki są złe, "czy tylko grają w złych sztukach"?

Część druga to rozmowa lalkarza i Harry'ego. Dialog, który odkrywa straszną historię utonięcia pewnej dziewczyny. Tu nasz bohater zdaje się być prześladowany przez topielicę - traci zmysły ze strachu przed duchem. Ostatnia scena zaczyna się od monologu ciotki lalkarza - wymówki, pretensje, obelgi... kończy się utopieniem jej w balii z wodą... W połączeniu z niesamowitą atmosferą spektaklu jest to bardzo sugestywna scena, wręcz przerażająca.

Wspaniale dobrana muzyka - między innymi z filmów "Życie jest piękne", "Requiem dla snu" i "Mulholland Drive" - nadaje spektaklowi przenikliwy klimat i podnosi napięcie. Nie sposób wręcz nie ulec nastrojowi, jaki tworzy. Wraz z prostą, ale wyrazistą scenografią wprowadza widza w zupełnie inny wymiar. Wymiar teatru - tego prawdziwego, bez nadąsanych póz i gromkich przekleństw. Teatru, w którym można doświadczyć, choć małego katharsis.

Oczywiście, że niektórzy powiedzą "za mało ruchu w tym przedstawieniu", ale nie o ruch w takim teatrze chodzi. Tutaj ten brak rekompensowany jest przez prawdziwość teatru i autentyczność aktorów. To nie są aktorzy, którzy grają swoje role. Tu ma się wrażenie, że twórcy Teatru Fieter po prostu żyją własnym - innym - życiem na scenie. Są po prostu autentyczni.

Agnieszka Kminikowska 
"Gazeta Festiwalowa. Windowisko'2002" 
Gdańsk, 18 października 2002r.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz